Czy to pytanie jest dobre? Na pierwszy rzut oka wydawać by się mogło, że nie, że powinno brzmieć inaczej. Jednak kiedy się temu dokładnie przyjrzymy można dojść do innych wniosków. Dlaczego więc tak zostało sformułowane?

Dlatego, że kierowca samochodu, a roweru to dwa odległe światy. Dlatego, że jedni z drugimi się nie liczą. Rowerzyści często zachowują się tak, jakby byli na drogach sami. Po pierwsze często zdarza się, że chcemy wyprzedzić rowerzystów wracających z zakupów na swoich pojazdach. I ogarnia nas strach, ponieważ widzimy osobę, która przechyla się z jednej strony na drugą razem z siatkami wypełnionymi po brzegi, a my mamy wrażenie, że podczas wyprzedzania na nas spadną.

Po drugie rowerzyści często omijają wszelkie przepisy drogowe, nie zdając sobie sprawy, że będąc uczestnikiem ruchu muszą się do tego dostosować. Najgorsi są jednak kierowcy jednośladów, którzy wybierają się na „wycieczki” o zmroku. Jasne, rozumiemy, że skądś wracają, gdzieś muszą dojechać. Tylko czemu w wyposażeniu ich pojazdów nie ma świateł? Przecież to powinna być podstawa. Jak taki kierowca ma być widoczny na drodze, skoro nie daję żadnego sygnału, żeby go było widać. A później dziwić się, że go kierowca samochodu nie zauważył?

A jak go miał zauważyć, jak jechał w ciemnym ubraniu, na ciemnym rowerze, bez oświetlenia. To zdanie powtarza chyba każdy. Wyruszając na drogę stajemy się jej uczestnikami, to znaczy, że uczestniczymy wraz w innymi osobami. Skoro nie szanujemy siebie i swojego zdrowia, życia, to szanujmy zdrowie innych.